Pani Janina Janowska apeluje o zdrowy rozsądek. W sprawie „motorówka i Lech Wałęsa”.

Jej głównym argumentem jest to, że decyzja o powierzeniu przywództwa strajku Lechowi Wałęsie zapadła wcześniej, w łonie WZZ, i wobec tego nie było powodu, by całą hecę z rzeczoną „motorówką” inscenizować. Czyżby?

Nie wiem jak było w rzeczywistości. Ale moje wnioskowanie, oparte na znajomości (wynikającej z analizy dokumentów IPN) sposobu prowadzenia agentury przez ówczesną SB - prowadzi do innych konkluzji. Otóż mogło tak być (to tylko moje hipotezy, zaznaczam), że SB świadoma wszystkich okoliczności związanych z mającym zaistnieć strajkiem pragnęła uprzednio dostatecznie mocno związać się z jej tajnym współpracownikiem, który miał objąć wkrótce tak ważną w nim rolę. Zapewniając sobie jego uległość i posłuszeństwo. Zabezpieczając się na wypadek, gdyby chciał więzi współpracy kiedyś w przyszłości zerwać. To nic nowego w postępowaniu SB. Podobnie zachowywano się w innych przypadkach. Z informacji o tym, że SB kontrolowała sposób, miejsce i czas dotarcia jakiegoś swojego tajnego współpracownika na teren zakładu, w którym ma wkrótce powstać ważna akcja strajkowa tak naprawdę to właśnie wynika. Zapewne zrobiono wszystko, by agent w przyszłości nie wyrwał im się spod kontroli. Dokonywano ostatnich ustaleń dotyczących sposobu komunikowania się etc. I stąd ta „motorówka”.

Tak więc „zdrowy rozsądek”nakazuje coś przeciwnego. Nie należy bagatelizować informacji o sposobie dotarcia Wałęsy na teren stoczni. Krótkowzroczność spojrzenia na sprawę pani Jankowskiej jest oczywista. Bierze bowiem ona tylko pod uwagę jeden aspekt sprawy – czy sposób dotarcia Lecha Wałęsy na teren stoczni miał wpływ na objęcie przez niego roli przywódcy strajku. To, oczywiście, - NIE. Ale na sposób, w jaki te przywództwo wypełniał? …......